28 stycznia 2013

Bez tytułu (storytelling w klimacie kapturów)


Wyłączcie telewizory
wszędzie spory, rząd chory nie zna pojęcia pokory,
pieniędzy pełne wory, a tymczasem młody rzuca się na tory
bo już dłużej nie skory żyć normalnie przez umysłu potwory.
Zgasły kolory, walory odrzucone przez receptory
z powodu depresyjnej puszki pandory.
Znosił szkolne terrory, powtarzane jak anafory,
jednak puściły zawory i wyrzeźbiły w sercu otwory.
Dopomogły złe wybory i zrodziły upiory,
co do mózgu się dostały i uwolnić go nie chciały.
Został sam, taki mały, snując dyrdymały
o tym że proszek biały pomoże odanleść życia sens cały,
bo był uczulony na banały, że dobrze będzie jak tylko stanie się śmiały.
I co z tego i tak by go olewały koleżanki, paryżanki,
wyciągnięte z solarki jak grzanki.
Na tym mu nie zależało, to było mało,
chciał żeby coś mu serce ogrzało
i pokonało wraz z nim ten cały chaos.
Chciał żeby coś go przy życiu trzymało,
trochę szczęścia dało,
lecz tego właśnie brakowało
i stać się tak musiało
że młody oddał ciało,
a duchem już gdzieś indziej urzęduje,
Bóg mu horyzonty ukazuje,
a kończąc zbędne słowa sobie daruję,
bo morał z tej historii doskonale sam wysnujesz.

D.Gyal

2 komentarze: